Temat dotyka pracy domowej, która stale podlega dyskusji. We wpisie kilka moich własnych pomysłów.

Poszukujemy złotego środka pomiędzy uczeniem się w szkole i poza nią. Istnieją efektywne skrajności, z jednej strony samodzielna nauka ucznia bez szkoły (tak zwana szkoła w chmurze), a po drugiej stronie – szkoły, które zabraniają zadawanie do prac domowych uczniom. Myślę, że obie skrajne opcje są możliwe, ale nie jako zasada. Znamy wiele przypadków uczniów, którzy przeszli na nauczanie domowe i uczą się sami i znamy szkoły, które dla zasady rezygnują ze wszelkiej pracy ucznia poza szkołą. Nauczanie zdalne w czasie pandemii pokazało, że przerzucenie nauczania na dom nie sprawdza się. Wiele badań wykazało luki w wiedzy po takiego typu nauczaniu. Przeważnie są to indywidulane decyzje ucznia lub nauczyciela, trudniej jest wypracować politykę zadań domowych dla całej klasy lub całej szkoły.
Wielu pedagogów optuje za zmniejszeniem ilości zadawanych prac domowych.
Zmniejszenie ilości prac domowych poprzez zapewnienie, że większa część nauki odbywa się na zajęciach w szkole.
Pierwsza trudność polega na wyznaczeniu proporcji, czego wymagamy od uczniów (zarówno w szkole, jak i poza nią), a tym, na co uczniowie faktycznie mają czas. Za dużo prac domowych owocuje pracą ucznia na dwa etaty, za to brak prac domowych nie uczy samodzielności i nie daje przestrzeni na wyćwiczenie pewnych spraw, które muszą być ćwiczone.
Decyzja na temat ilości zadawanych prac domowych nie może być podejmowana przez każdego nauczyciela osobno. Uczeń uczy się wielu przedmiotów i konieczna jest komunikacja miedzy nauczycielami, w sprawie, tego, czy uczeń jest w stanie zająć się pracą domową ze wszystkich przedmiotów. Konieczna jest wspólna polityka całej szkoły.
Badania zalecają ilość pracy domowych w jednym dniu wynoszącą – 10 minut razy klasa. W różnych krajach jest różny system edukacyjny, dlatego numer klasy może być różny, nie ten sam w tym samym wieku ucznia. Jednak jest to pewna wskazówka, która ogranicza ilość zadawanej pracy domowej. Jeśli zdamy sobie sprawę, że w piątej klasie uczeń może odrabiać pracę domową do 50 minut dziennie, to daje to wskazówkę poszczególnym nauczycielom, że nie może jej być za dużo. Szkoła Ashfield School w Kirkby-in-Ashfield w Anglii przejęła zasadę, że uczniowie klas 10–11 powinni spędzać tygodniowo nad praca domową ze wszystkich przedmiotów od 45 minut do godziny. Taka lub podobna decyzja powinna być przedyskutowana i podjęta przez zespół nauczycieli, a następnie monitorowana.
Pracowałam kiedyś w szkole, w której postanowiliśmy podejść do problemu w systematyczny sposób. Poprosiliśmy uczniów, aby każdego dnia zapisywali (przez dwa tygodnie), ile czasu poświęcają na odrabianie prac z każdego przedmiotu. Zaskoczenie było duże. Nauczyciele przedmiotów ścisłych uważali, że nie mogą zmniejszyć ilości prac domowych, gdyż ich przedmiot wymaga samodzielnego ćwiczenia, nauczyciele języka polskiego uważali, że uczniowie nie nauczą się pisać wypracowań, jeśli nie będą ich pisać regularnie sami w domu, nauczyciele przedmiotów „jednogodzinnych” (fizyka, biologia, chemia, geografia) alarmowali, że nie są w stanie przekazać całej potrzebnej wiedzy tylko w szkole. Każdy ciągnął kołdrę w swoją stronę. Po dłuższej naradzie ustalono limit czasu dla każdego przedmiotu i na każdy poziom. Dalej wymagało to do nauczycieli zapisywania na tablicy codziennie ilości czasu poświęcanego przez ucznia na odrobienie pracy. Wynikł też kłopot z pracami dłuższymi, takim jak wypracowanie, które musiało zająć więcej czasu, a wtedy inne przedmioty musiały się ograniczyć.
Nie udźwignęliśmy tego problemu. Zostało nam w głowach tylko postanowienie – mniej zadawajmy, ale polityka padła. W Polsce, gdzie każdego przedmiotu od klasy czwartej uczy osobny specjalista wydaje mi się to niemożliwe. Inaczej w klasach młodszych i w krajach, gdzie jeden nauczyciel uczy kilku przedmiotów w szkole podstawowej (do klasy 6 włącznie). Wtedy jest to decyzja jednego nauczyciela i może on się sam ze sobą dogadać.
Z doświadczenia podejścia do wspólnej polityki zadawania prac domowych zostały mi pewne użyteczne praktyki:
- Czas. Zadając pracę domową określałam czas wymagany na jej odrobienie. Jeśli uczniowi nie udało się wykonać pracy w określonym czasie, to musiał napisać lub mi powiedzieć dlaczego. Okazywało się, że czasami były to przyczyny zewnętrzne, takie jak za dużo zadawane z innych przedmiotów lub dodatkowe obowiązki domowe, ale czasami okazywało się, że były to braki w zrozumienia polecenia lub własnych zasobów. Z czasem uczniowie woleli już odrobić prace domową niż tłumaczyć mi dlaczego nie odrobili.
- Brak oceniania i sprawdziany. Zaprzestałam oceniania prac domowych. Wyraźnie zapowiedziałam, że jest to sprawa ucznia. Sprawdzane były wszystkie, informowałam uczniów o prawidłowym rozwiązaniu, a oni sami sprawdzali, czy dobrze rozwiązali. Jestem przekonana, że sprawdzanie jest konieczne, bez niego szybko uczeń traci sens zajmowania się pracą domową. Moi uczniowie wiedzieli, że podobne zadania będą pojawiać się na sprawdzianie, czyli że warto je wcześniej poznać. Przy niektórych sprawdzianach uczniowie mogli korzystać ze swoich zeszytów, co też zachęcała ich do zamieszczania zrobionej pracy domowej w zeszycie. Wymagało to ode mnie wyboru zdań na sprawdzian, których nie można było żywcem przepisać z zeszytu.
Brak oceniania nie oznaczał brak zauważenia przez mnie wysiłku włożonego w odrabianie prac. Moi uczniowie otrzymywali naklejkę, którą wklejali w zeszycie pod odrobioną pracą domową, niezależnie, czy wynik był prawidłowy, czy nie, naklejka należała się za wysiłek. Na początku stawiałam pod zadaniem pieczątkę, ale zauważyłam, że bardziej ceniona jest kolorowa naklejka. Przez pewien czas stosowałam też system polegający na rysowaniu pod pracą ludzików: ludzik stojący – praca wykonana poprawnie, ludzik siedzący – praca zrobiona, ale niepoprawnie, ludzik leżący – brak pracy. Chodziło o własny monitoring ucznia.
Na koniec semestru uczniowie zliczali swoje naklejki i trzech osiągających najwyższy wynik otrzymywało dyplom specjalisty od zadań domowych. Dyplom nie przeliczał się na żadne stopnie, był honorowy.
- Zachęcałam uczniów do autobadań, czyli zapisywania ile prac domowych odrobili w zestawieniu z wynikiem sprawdzianu. Wynik tego zestawienia był pewnym szokiem dla uczniów, ale uświadamiał im, że jest pewien związek: odrabiane prace domowe – dobry wynik sprawdzianu.
- Ściąganie. Dopuszczałam odrabianie prac w parach, tyle że w osobnych zeszytach.
- Sprawdzian z zadania domowego. Przez pewien czas (jakoś się to nie utrzymało) zaczynałam zajęcia zadaniami na dobry początek, polegającymi na rozwiązaniu podobnego zadania do zadania domowego. Uczniowie, którzy wykonali pracę domową, mieli łatwiejsze zdanie do wykonania, a inni przynajmniej pochylali się nad zadaniem.
- Włączyłam zadania domowe w oceniania przy pomocy sprawnościowego OK. Polegało to na tym, że uczniowie mieli w semestrze do zdobycia określoną liczbę sprawności, zdobywali je poprzez rozwiązywanie zadań, a były to zadania, które wcześniej były zadane do domu. To pokazywało uczniom, że łatwiej jest zdobyć sprawność, gdy wcześniej pochyliło się nad zadaniem domowym
- Wybór. Wybór przez ucznia pracy domowej bardzo mi się sprawdził. Uczeń mógł wybrać zadania, które będzie rozwiązywał lub ich liczbę. Z czasem okazywało się, że wybór zachęcał uczniów do zrobienia wszystkich zadań.
Teraz (gdym aktualnie uczyła w szkole) miałabym jeszcze jedną praktykę do polecenia. Zauważyłam, że uczniowie nie odrabiają prac domowych często dlatego, że nie wiedzą jak. Można zaproponować im zajrzenie do wskazówek, które można podejrzeć QR kodem lub na stronie internetowej szkoły. W sumie nie chodzi o to, aby uczeń męczył się nad zadaniem ale aby miał sukces w jego pokonaniu.
Szczerze mówiąc nie rozumiem szumu wokół prac domowych. Powinna być to sprawa nauczyciela, który najlepiej wie jak powinien przebiegać proces nauczania i powinien mieć w tej sprawie autonomię. Uczeń powinien mieć możliwość wyboru pracy domowej i wiedzieć, że zadawana praca domowa ma sens, a jej wykonanie poprawia w przyszłości wynik sprawdzianu. Dyrektor szkoły może optować za brakiem oceniania prac domowych przez nauczycieli i próbować uwspólniać politykę zadawania prac domowych w szkole.
0 komentarzy