Kiedy się wycofać, a kiedy pomagać?

Istnieje różnica między pomaganiem dzieciom w trudnych sytuacjach a rozwiązywaniem problemu, zanim sami zdążą spróbować.

Nauczyciele i opiekunowie są nastawieni na udzielanie pomocy uczniom. Czują wręcz przymus znajdywania rozwiązań i udzielania rad. Jednak często te rady nie są trafione. Znacznie lepsze jest wysłuchanie i pozwolenie na to, aby sam uczeń znalazł dla siebie rozwiązanie. Potrzeba do tego cierpliwości i pozbycie się pozbycia się wymienionego przymusu pomagania.

Pamiętam sytuację, gdy jednej z moich uczennic zginął plecak. Była w rozpaczy. Od razu zaczęłam poszukiwania, bezskutecznie. Próbowałam ją uspokoić: „Na pewno się znajdzie”, „Nic tam ważnego nie było” itp. Zupełnie bezskuteczne gadanie. Na to podeszła do nas inna nauczycielka, która przytuliła uczennicę, pozwoliła jej płakać i mówiła: „Wiem, jak ci przykro”. Dopiero po pewnym czasie zapytała, co uczennica chciałaby zrobić w tej sytuacji.

Obecnie wiele osób zaczyna używać AI do odpowiedzi dotyczącej szukania odpowiedzi dotyczących rozwiązywania problemów. Wtedy to nie jest nawet osobista rada, ale rada maszyny.

Często nie ma przestrzeni na samodzielne rozwiązanie problemu przez młodego człowieka, a to jest dla niego najlepsze rozwiązanie.

Nauczyciele skarżą się, że dzieci nie są samodzielne, że nie biorą za siebie odpowiedzialności. Ale one są przez nas często ubezwłasnowolniane. Liczą, że to my rozwiążemy każdy problem. Nie proponuję, aby nie pomagać szukać rozwiązań, bo jednak często to my mamy większe doświadczenie, ale chodzi o czas na samodzielne pomyślenie. Pośpiech jest bardzo złym doradcą. Powinniśmy sobie wzajemnie życzyć: „Obyś miał więcej czasu!”

To, jak wygląda niezależność, zależy od wieku, zdolności i okoliczności dziecka, ale oznacza ona naukę planowania, podejmowania decyzji, rozwiązywania problemów, wyciągania wniosków z błędów i zastanawiania się, co robić dalej.

Przeszkodą jest łatwy dostęp opiekunów do postępów swoich dzieci. Dziennik elektroniczny to wróg samodzielności. Rodzice za kliknięciem łączą się z wykazem stopni i zaczynają interweniować. Mogą też śledzić lokalizację swoich dzieci i wysyłać maile do nauczycieli. Oznacza to, że rodzice mogą interweniować, zanim ich dzieci zdążą zorientować się, że mają problem, nie mówiąc już o znalezieniu rozwiązania.

Kiedy opiekunowie wkraczają do akcji, dzieci są pozbawione możliwości ćwiczenia umiejętności takich jak zatrzymanie się przed działaniem, przypomnienie sobie, co zadziałało wcześniej, i wypróbowywanie nowych rozwiązań.

Jeśli decydujemy za dzieci, to one zaczynają bać się podejmować decyzje i boją się odpowiedzialności.

Piąta strategia oceniania kształtującego mówi: „Wspomaganie uczniów, by stali się autorami procesu swojego uczenia się”. Warto rozszerzyć tę strategię nie tylko na proces uczenia się, ale także na kierowanie własnym życiem.

Ważnym słowem w piątej strategii jest wspomaganie. To wspomaganie powinno być rozsądne i nie wyręczające. W obliczu realnego zagrożenia rodzice powinni interweniować, ale gdy stawka jest niższa, trzeba zwolnić tempo i dać dziecku pomyśleć. Może to oznaczać zadawanie dzieciom pytań otwartych: „Co o tym myślisz? Co mogłoby się stać? Jak możesz to rozwiązać? Co jeszcze możesz spróbować?”.

Często czynnikiem hamującym jest obawa przed nudą dziecka.

Eksperci twierdzą, że pozwolenie dzieciom na nudę, frustrację, niecierpliwość lub nerwowość może wspomóc ich proces uczenia się i lepiej przygotować je do dorosłego życia. Nuda może sprzyjać kreatywności i zabawie, a jednocześnie pomagać dzieciom budować pewność siebie i odporność psychiczną.

Obecna sytuacja i tempo życia dają młodym ludziom mniej okazji, aby spędzać czas z przyjaciółmi, poruszać się samodzielnie i podejmować decyzje poza zasięgiem wzroku dorosłych. Zauważono nawet, że w ostatniej klasie liceum mniej nastolatków posiada prawo jazdy, chodzi na randki lub pracuje zarobkowo niż w poprzednich pokoleniach. Warto wdrażać dzieci w podejmowanie decyzji. Mogą to być drobne decyzje, przy których mogą ćwiczyć swoją sprawczość.

Niezależność nie oznacza robienia wszystkiego samemu. Dzieci, które zdają sobie sprawę, że nie wiedzą, jak rozwiązać zadanie matematyczne, i proszą nauczyciela o pomoc, również ćwiczą niezależność. Podobnie jest z dziećmi, które zapominają o zadaniach domowych i same szukają informacji, zamiast prosić rodziców o kontakt z nauczycielem.

To samo podejście nie sprawdza się w każdej sytuacji. Rodzice muszą brać pod uwagę bezpieczeństwo, dojrzałość i okoliczności.

Łączy się to z zaufaniem do dzieci. Wymaga to znowu cierpliwości i pokory ze strony dorosłych oraz przyzwolenia na popełnienie błędu. Jest to bardzo trudne, bo chcemy uchronić nasze dzieci przed stresem i trudnościami. Ale jeśli nie będą popełniać swoich błędów, to będą się mało uczyć. Ważne jest, aby opiekunowie i nauczyciele stali za dzieckiem, aby dziecko wiedziało, że nie jest samo i w razie trudności mogło liczyć na innych.

Są takie decyzje, które mogą być podejmowane przez uczniów, na przykład odrobienie lub nieodrobienie pracy domowej, przybycie na czas do szkoły, przygotowanie się do sprawdzianu i wiele innych.

Różnica polega na zmianie – za kogoś – na bycie przy kimś.

Inspiracja artykułem CHEYANNE MUMPHREY

 

0 komentarzy